Integracyjny Bieg Orląt 2016 Sticky

Cześć,

Kolega poprosił a cel szczytny!!!

Wrzucam wiec plakat oraz info.

Regulamin i strona zarówno na fb i w otwartym necie poniżej

https://web.facebook.com/biegDEBLIN2016/?fref=ts

Strona do zapisu oraz regulamin:
https://frslublin.pl/biegdeblin/
https://frslublin.pl/biegdeblin/regulamin.pdf

Jedną z dodatkowych atrakcji jest opcja zwiedzenia Muzeum Sił Powietrznych (dla Biegacza oraz osób towarzyszących wstęp bezpłatny).

Zapraszam do udziału.
Dawid

130km Super Trial - DFBG 2016 Sticky

Formy nie utrzymałem z maja, kilogramów nabrałem niczym wróbel przed zimą.
Ale stanąłem na starcie i pobiegłem tylko, po co…

Na pewno po to, aby sprawdzić sprzęt już w pełni skompletowany, żeby sprawdzić strategie na październikowy bieg.
A może to już uzależnienie…

Bez przekonania zupełnie, ale już stoję na starcie, dookoła 200 biegaczy, strzał i ruszyła Wataha.
Trzymać się połowy stawki, dobiec na limicie 26h – to jest cel i zimna głowa – 130km to już nie są żarty.

Biegniemy, pierwszy zakręt i już na czele Dzikie Wilki i Młode Labradory.
Wilków nie dogonię, ponieważ biegną po zwycięstwo, a Labradory się minie w międzyczasie, zimna głowa chłodno kalkuluje jest dobrze.

Drugi zakręt i już kijki wyjęte przez pierwszych biegaczy, a to dopiero 500 metrów za nami.
Nie ma przyszłości dla nich, trzeba pierwszych mijać, głowa chłodno kalkuluje.

I mam połowę stawki i mam starego wilka przed sobą, leci równo, ładnie z klasą omija drzewa, skały, kamienie, dobrze biegnie równo, widać to nie pierwszyzna, no to lecę 2 sekundy za nim.
Stary Wilk leci równo wszystko gra, chłodna głowa, – co 10km wciągnąć chemie, a pić ile się da – proste, ciekawe ile czasu będę o tym pamiętał.
Sprzęt ładnie się spisuje, nic nie uwiera, nic nie skacze. Czas pokazuje, że w limicie jestem.

Jest pierwszy przepak po 10km.
Plan prosty - 3 kubki coli, żel, dolać chemii do bukłaka i polecieć. Tylko w teorii było prosto – coli nie było, izo to jakiś dramat, są tylko dwie opcje, aby tak go spieprzyć – za mało proszku vs. woda lub za dużo wody vs. ilość proszku.
Ogarnięte, pobiegniete.

Głowa pracuje i myśli – pić, jeść, nogi nie bolą, pić - biegnę w międzyczasie.

Jest i drugi przepak u podnóża Śnieżnika.
Podstawowy plan z pierwszego wykonany, izo nadal cienkie jak sik pająka. Lepiej chyba nie będzie. Pić i oddychać, prosta taktyka, ale jakże żmudna w wykonywaniu.

Zbliżam się do nocy, a ona do mnie nieubłaganie.
Kolejne przegrupowanie pomiędzy Wilkami – czołówka poczuła krew i przyspieszyła przed górą, nadal trzymam się mniej więcej połowy stawki – dobiec w limicie 26h – plan jest prosty, zimna głowa.
Młodych Labradorów już nie ma, a szkoda zawsze stanowią jakąś formę urozmaicenia biegu.

I już widać Śnieżnik, drugi raz w ciągu 2 dni będę go zdobywał – tym razem od strony Czech – no to lecę, tak lecę już sam, ponieważ Wilkowi rozwiązał się but i został gdzieś.
Noc wita się ze mną, warto by założyć czołówkę i dogonić jakieś Zwierzęta – samemu po lesie nocą ciemną jakoś tak jest pusto i bardziej ciemno.
Głowa mówi ze niby to ja jestem teraz najniebezpieczniejszym Zwierzęciem w okolicy, ale jakoś tak ciemniej jest samemu.

Mam już Watahę, kosztowało mnie to trochę wysiłku, ale jestem z Wilkami.
I jest to, na co czekałem – pierwszy bunt głowy, myśli zaczynają krążyć wokół rozważań, na co mi ten bieg, a mogłem zostać w domu. Nie musze być Wilkiem mogę siedzieć w kapciach przed TV zamiast zażynać w górach organizm nocą ciemną, na co mi to… picie schodzi na dalszy plan…

Gubię watahę i już sam brnę pod górę – błoto po kostki, krzaki jagód po kolana – kijki na nic się zdają, lądują na plecach.
A może tak zejść i poddać bieg?

Kończą się jagody, szczyt już niedaleko, porcja chemii pozwala odbić się od czarnych myśli w czarną noc.
Doganiam powoli Zwierzęta, mijam i jest szczyt, może na zdjęciu rozmazany, ale szczęśliwie zdobyty. Teraz tylko w dół biegiem po mokrych skałach.
Po prawej lita skała po lewej jakieś 15metrow urwiska – można się turlać aż po koniec swój.
Patrzeć pod nogi dyktuje głowa potkniecie będzie kosztować turlanie się.

5km ciemnej samotności i doganiam Kazika albo on mnie. Nie wiem głowa znów rządzi – pić i biec.
Na kolejny przepak 47km wpadamy razem – miła obsługa mówi – Zwierzę Masny jesteś na 37 miejscu – cholera za szybko, zdecydowanie za szybko.

Wybiegamy razem, tak jest dobrze. Gadka szmatka, góra, las, łąka i nie wiadomo skąd dogania nas weteran biegu, szybciutko opowiada, co nas czeka za rogiem, na przepaku itp.
Normalnie mamy swojego własnego przewodnika, szkoda tylko, że się okazało, iż biegnie 3 raz, ale nigdy nie dobiegł dalej niż 64km, pobiegliśmy z Kazikiem dalej sami.
Aż dziw bierze jak daleko te Młode Labradory potrafią dobiec.

Znów przepak 64km – połowa trasy za mną. Obsługa podtrzymuje wersje wysokiego miejsca.
Ale powoli, tutaj dostaje swoje rzeczy – wylewam izo i nalewam swojego, nadmiar dostaje Kazik, który również ma uczulenie na izo organizatora.
Na spokojnie wżeramy pieczoną świnię, popijając zimnym piwem- „i co lecimy Dawid?” otworzyłem oczy i pobiegłem w noc.

Zanim otworzył się dla nas kolejny punkt zapaliłem dla Was ognie dnia i pojawił się ból, nie zmęczenie, nie zadyszka, kolka lub skurcze, ale ból, fizyczny ból wszystkiego.
Testowanie różnej chemii, napitków spowodowały problemy techniczne i Kazik pobiegł rankiem w dal.
Samemu tracę głowę i zaczynam myśleć, a może złamać 24h – tempo pozwala oby tylko nie zwolnić.

Jest przepak, jest ryż z jagodami i piwo!!! Realne, niewymyślone jest tez bardzo realny ból, ale to już końcówka 81km za mną teraz tylko 50km i witam się z metą.
Napity, posilony startuje i lecę ścieżka w prawo jak prowadzi, w dół i jeszcze niżej i jest lekko, milo i przyjemnie szkoda tylko, że reszta pobiegła stokiem narciarskim prosto i widzę ich po lewicy.
Wracam pod górkę 1km i już nie jest ani lekko, ani miło tym bardziej przyjemnie.

Lecę za nimi, słońce się rozpala coraz bardziej, chyba przesadziłem o wschodzie z zapałkami. Robi się gorąco, za gorąco dla mnie, mijają mnie kolejne Zwierzęta.
Większość odcinka jest jednak pod górkę wiec daleko mi nie uciekną niech tylko zacznie się konkretne podejście. O i już widzę ich plecki, a po 20minutach oni moje.
Wymazuję ból z głowy, mniej boleć nie będzie, już nic nie czuje, tylko czy to dobrze? Głowa twierdzi ze można pokusić się o złamanie 22h.

I jest przed ostatni przepak gdzie przemiła Pani mówi ze specjalnie na mnie czekają; -), zagania Młode Niewiasty, aby zorganizowały przenośny prysznic i już woda leje się na mnie.
Nie obiecuje tak miłego prysznica na ostatnim przepaku, ale już obiecuje pieczona świnie i piwo. Nadal głowa twierdzi ze 22h jest możliwe – tyko nie zwolnić, oby nie zwolnić, zmusić kopytka po 100km, aby dały radę jest ciężko. Słońce pali. Głowa już nie pracuje, tylko jedna myśl się kołacze – złamać 22h.

Ostatni przepak, - prysznic jest, ale bez Niewiast, świni tradycyjnie też nie ma. Szybko pod wodę, izo, cola i chemia.
Nakręcam się, ponieważ głowa mówi, że dam radę 22h złamać…
Wybiegam i lecę, mało już nas na trasie, coraz więcej kontuzjowanych, każdego trzeba zapytać, co się dzieje, pomóc i pobiec dalej. Tu już nie ma żartów.
Ale tu już tylko 18km do mety, biegnę w zasadzie chyba tylko siłą woli. Słońce wypala resztki myśli i głowa odpływa.
Myśli krążą wokół Rodziny i Przyjaciół. Z zamyślenia wyrywają mnie twarze przechodniów tylko, co to za deptak?
Duszniki Zdrój depczą deptak - już wiem, także wiem, że teraz żebym miał iść na czworaka to dojdę.

Już widzę Kudowę Zdrój – daleko jest, ale widzę i coś się zaczyna obraz chwiać w górę, w dół i na boki.
No teraz to nie padnę z odwodnienia i przegrzania. Nie teraz i nie w taki sposób zakończę ten bieg.
Siadam i oddycham, oddychać, dobiec gdziekolwiek do wody, do jakiejś wsi, gdziekolwiek. Podniosę się nie polegnę, nie tu.

Wstaje i zaczynam walkę na ostatnich 10km, obraz się chwieje, ale i jakieś zabudowania się pojawiają na horyzoncie tylko tam dobiec i będzie dobrze.
Powłucząc nogami biegnę powoli, mija mnie karetka na sygnale, skręca w zabudowania, a ja za nią – oni musza mieć wodę wiec lecę za nimi.
Krew mi pulsuje, a w głowie mam szum.
Widzę ratowników i słyszę głos „ będzie mi się mądrzył, że da rade”
7km przed metą na ławeczce przed domem Właścicielki domu siedzi Zawodnik, który właśnie kończy swoją przygodę, po 123km tak blisko mety kończy.

Patrzę na Właścicielkę ławeczki i mówię „wody” – „zapraszam do sklepu, już otwieram”.
Raj upragniony otwiera się przede mną, wydaje pieniądze na wodę i cole. Nigdy wcześniej nie smakowała mi tak woda. Właścicielka mówi, że rok temu też był taki jeden, co usiadł u niej i mówił, że jest ok. a 200 metrów dalej padł i były problemy. Wylewam wodę na siebie i lecę, wraca siła i głowa wraca do normy. Pobiegłem.

Znak Kudowa Zdrój powitał mnie wraz z kibicami.
Teraz już nie panuje nad niczym, adrenalina miesza się z endorfinami, biegnę ulicami niczym Wilk, wpadam na główny deptak gdzie rzędy kibiców wiwatują.
Speaker wykrzykuje moje imię i nazwisko i META.

Świat wiruje !!!

Jestem uzależniony. Jestem Zwierzęciem

133km – czas 21: 39: 51 – 33 miejsce.

Ciastki dostałem dopiero 3h po biegu, ale były, kopytków nie połamałem. Plan wykonałem.

Będzie więcej, ciężej, dalej !!!

Avon Kontra Przemoc 2016 Sticky

No i stało się!!!

Zostałem oficjalnie Pacemakerem na 45:00 minut w naszym rodzinnym biegu Avon Kontra Przemoc 2016.
Nie wiedziałem czy jestem na to gotowy, a przede wszystkim czy są gotowi Ci, co będą ze mną biec.
Nie ma odwrotu słowo się rzekło Michałowi Ł. i trzeba go dotrzymać.

19.06.2016
- 5:00 początek ustawiania miasteczka z Truchtacz Team, a słoneczko już pięknie świeci i przypieka.
- 8:30 zawijam się w dom, słoneczko przypieka coraz bardziej.
- 10:45 parkujemy samochód – a ten bez litości i wstydu pokazuje 30C w cieniu
- 11:30 baloniki odebrane – piękne dwa białe błyszczą i z daleka krzyczą 45:00 człowiek będzie prowadził.
- 11:35 pamiątkowe zdjęcie wszystkich Pacemakerow.
I już stoimy w strefach przed startem, powoli ustawiają się biegacze.
Każdy uśmiechnięty, każdy z nich ciekawy strategii swojego Pacemakera.
Moja jest prosta – przebieramy nogami i dobiegamy do mety z uśmiechem – proste, prawda?
Więc ja skomplikowałem i przedstawiam modyfikacje – biegniemy według uwarunkowań terenu.
Niby mieszkamy na naleśniku mazowieckim, ale górki są niczego sobie w biegu i potrafią wypruć siły oraz odebrać chęci do biegu nawet najtwardszym.

Ostatnie uśmiechy, rozejrzenie się, dookoła aby policzyć grupę, odliczanie i START.
Poszliśmy niczym jeże nocą po polanie, tylko tu asfalt, pełnia słońca i brak drzew.
1km leci żwawo i dość szybko garmin pokazuje 4:22 – zdania są jednak podzielone – smart- endomondo krzyczy zawodnikom czasy od 4:02 do 4:34
Średnia średnią, ale ściąga czasów na ręku pokazuje, że zasadniczo jesteśmy w targecie.
2km przynosi parę zmian – po pierwsze część ludzików gubi sygnał GPS nad rzeką i teraz musza zawierzyć mi. Po drugie zbliżamy się do mostu i doping kibiców staje się naprawdę bardzo duży.
Zakręt w prawo i już most i wielka wrzawa kibiców oraz pełnia słońca wylewa się na nas. Długa prosta i teraz górka aż do 4km. Nakazuje swoim ludzikom korzystać z każdego nawet najmniejszego cienia. Z każdej dostępnej wody. 45:00 minut to nie przelewki, a w takim słońcu to hardcore ociekający trochę masochizmem. Zwalniamy i powoli zdobywamy górkę, już widać sąd i pierwszy wóz strażacki z kurtyną wodną. Było miło, ale szybko, zmoczeni wpadamy w pierwszy punkt z wodą.
Żaden to punkt - to prawdziwy Aquapark zarządzany przez Marcina Sz.!!!
Woda jest dostępna na prawo, na lewo z góry i dołu. Gdzie ręki nie wystawisz tam kubek z wodą!!!
I koniec dobrego, ale także widać koniec górki wściekle złej – 4km za nami i teraz to już tylko 2 małe wzniesienia, a słońce z grzaniem się rozkręca, nic nie odpuszcza to i ja przestaje odpuszczać, zwiększamy tempo, aby nadrobić spowolnienie. Biegniemy, wyrównujemy oddechy i lecimy już równo, ale to wyrównywanie oddechów idzie słabo jak oddycha się powietrzem rozgrzanym do ponad 50 stopni.
Jest ciężko i nie ma, co się oszukiwać, rozmowa prawie zamarła. W sensie ja mówię, ale już mało odpowiedzi uzyskuje – i dobrze trzeba skupić się na biegu i swych słabościach.
Chociaż przy mnie zasadniczo sami zawodowcy zostali. Amatorzy nie biegają takich prędkości w takim słońcu.
6km za nami, wiec już metę zasadniczo widać, krótko przypominam strategie na ostatnie 2km i równym tempem lecimy dalej mijając tych, którzy przedwcześnie rozpoczęli finisz.
Ponownie zbliżamy się do Aquaparku Marcina i z daleka słyszę bojowy okrzyk – „lać Dawida” – pierwsza fala wody prawie zwaliła mnie z nóg. Po odzyskaniu ostrości wzroku patrzę, a tu na samym końcu stoi młode, jasnowłose i bladolice Dziewczę, nieśmiało uśmiechnięte… wyciągam rękę po kubek wody i… chlust! Nie napiłem się, ale za to ona trafiła w oko i znów pewien brak ostrości zawitał w świecie. Prawdziwa natura człowieka siedzi wewnątrz.
Teraz już tylko z górki – tych, co mają siły uwalniam niczym sam Zły krakena z głębin oceanu.
Poszli i lecą, a z całą resztą Wojowników troszkę przyspieszamy wykorzystując zbieg.
Jest flaga 9km teraz już tylko 1km i już zapewniam wszystkich, że dali rade a ostatnie metry szybko miną.
Ostatnie światła, 300 metrów i już zwalniam ostatnich - finisz przed Nimi!!!
Mają przykazane, że na mecie jest obowiązkowy uśmiech i uniesione ręce w geście zwycięstwa – lecą i widzę jak wpadają jeden po drugim METE.
Wracam po ostatniego, wspólny finisz i jesteśmy na mecie 44:52 – 8 sekund przed czasem! Z uśmiechem wita nas Stanisław Buszta w roli speakera.

Medale, picie i już dziękujemy sobie za bieg. Wojownicy z 45:00 minut wydają się być zadowoleni z prowadzenia, pierwsze komentarze są pozytywne.
2 selfie na mecie, kolejne podziękowania i sam się przekonuje, że musiało być fajnie.

Jeszcze raz z tego miejsca ja chciałbym podziękować i pogratulować tym Wszystkim Pozytywnym Wariatom, którzy ze mną przebiegli najgorętszy bieg uliczny w Polsce.

Pamiętajcie, że każdy inny bieg będzie teraz spacerkiem!!
I nie oszukujmy się - ja znów liczę na pełne słońce, milion stopni w cieniu, kibiców rozgrzanych i rozkrzyczanych do miliona stopni oraz Aquapark Marcina w 2017!!!

Do zobaczenia za rok!!!

Pozostaje tylko pytanie, kto mi podprowadził balony w trakcie biegu?

XVI Półmaraton Hajnowski -2016 Sticky

Wyjazd integracyjny do Puszczy Białowiejskiej na półmaraton Hajnowski uważam za udany, dziękuje wszystkim za wspólną i udaną zabawę. Choć sam bieg był sprawą drugorzędną, wspomnę też trochę o wynikach. Gratulacje dla całej ekipy Truchtaczy (17 osób) za ukończenie biegu, bo na pozór trasa półmaratonu wcale nie należała do łatwych, sporo podbiegów i wysoka temperatura dały się we znaki. Drużynowo zajęliśmy 4 miejsce. Szczególne gratulacje należą się Agacie Zboinej która zdominowała swoją kategorie i zajęła 1 miejsce. Po biegu autokary zabrały nas w głąb Puszczy Białowiejskiej na imprezę integracyjną gdzie można było skosztować potraw i trunków kuchni regionalnej, pieczonego dzika i schłodzić się zimnym piwem.

Część ekipy Truchtacz.pl

Wyniki:

Biesiada:

                                                                                                            Mareksmiley

Przygotowania do biegu Avon kontra przemoc Sticky

Bardzo ciekawa inicjatywa Dawida, z całego serca popieramy i również służymy radą, pomocą i własnymi nogami w każdy kolejny piątek (z wyłączeniem 27.05.2016)

XII Ekiden 2016 - Maraton Sztafet Sticky

Nie sposób nie wspomnieć o Ekidenie 2016 największej sztafecie maratońskiej w Polsce, na którym drużyna Truchtacz.pl zajęła wysokie 16 miejsce na 859 drużyn. smileyGratulacje.

Marek

Wyniki Biegu Ułańskiego rozgrywanego w ramach Grand Prix Sticky

Zacznę może od tego, że to kolejny bieg, w którym rośnie liczba zawodniczek i zawodników. Cieszy nas to niezmiernie i mobilizuje do poszukiwania rozwiązań, które uczyniłyby nasze bieganie jeszcze bardziej przyjaznym i bezpiecznym dla wszystkich startujących. W niedzielę we wszystkich biegach wystartowało 112 osób, w tym 83-je dzieci. Bardzo wyraźnie przekroczyliśmy więc barierę „stu” i w Leszczynach zrobiło się trochę „ciasno”. Zdajemy sobie sprawę, że nowe warunki, otoczenie i trochę za krótki dystans w kategoriach D1 i D2 nie pomogły nam wczoraj w płynnej organizacji tak mocno obsadzonych zawodów. Nie załamujemy się, wnioski już wyciągnęliśmy i już dziś zapraszam wszystkich na kolejne wielkie, rodzinne bieganie we wrześniu, na Zarzeczu.
Poniżej znajdziecie obszerną relację fotograficzną, autorstwa Marka Parzyszka

https://goo.gl/photos/bjK7SFu3k8Wzock48

Ps. Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim Truchtaczom za nieoceniona pomoc przy organizacji imprezy.

Marcin

Grand Prix Ziemi Garwolińskiej - Bieg Ułański w Leszczynach Sticky

Bardzo serdecznie zapraszamy wszystkich do udziału w majowej edycji zawodów Grand Prix Ziemi Garwolińskiej. Tym razem, wyjątkowo, zawody rozegrane zostaną na terenie OSP Leszczyny (ul. Sławińska) i będą częścią święta I Pułku Strzelców Konnych. Na biegaczy i kibiców czeka w najbliższą niedzielę 08.05.2016 wiele atrakcji o których poczytać możecie w linku poniżej

http://egarwolin.pl/index.php/aktualnosci/10103-wito-1-puku-strzelcow-ko...

Program zawodów jest dokładnie taki sam jak w pozostałych imprezach organizowanych na Zarzeczu, a zatem biuro zawodów otwieramy o 14:30, biegi dzieci rozpoczynają się o godzinie 15:00, a bieg główny o godzinie 15:30.

Zmieni się oczywiście trasa wszystkich biegów, ale dystanse zapisane w regulaminie pozostają bez zmian. Bieg główny zostanie poprowadzony w znacznej części terenami leśnymi.

Zachęcam wszystkich do zapisów internetowych

http://online.datasport.pl/zapisy/portal/zawody.php?zawody=2372

 

 

 

 

 

I Duathlon za nami Sticky

Za nami kolejne ciekawe wydarzenie i doświadczenie organizacyjne czyli I Duathlon zorganizowany przy współpracy CSiK w Garwolinie i Stowarzyszeń Truchtacz.pl i Horyzont. Zawody odbyły się na terenie Strefy Aktywności Gospodarczej, którą na jeden dzień przekształciliśmy w Strefę Aktywności Fizycznej. Silny wiatr, ok 10stC i padający deszcz, jakkolwiek biegaczy nie wystraszą, to już jazdę na rowerze spotrowym czynią zwyczajnie niebezpieczną. Nie dziwi więc fakt że z 44 zapisanych zawodników na starcie ostatecznie zameldowało się 35 nieustraszonych zawodniczek i zawodników. Duathlon ostatecznie ukończyły 34 osoby, a najszybszymi okazali się członkowie pomiechówskiego klubu Treningibiegowe.pl Progress Triathlon Team i to oni włśnie solidarnie zajęli wszystkie stopnie podium w kategorii open mężczyzn. Triumfował Damian Witkowski, przed Michałem Sową i Tomaszem Wysockim. Wsród kobiet najszybszą okazała się Katarzyna Latuszek, zawodniczka z Garwolina wyprzedziła Annę Urbańską reprezentującą barwy Progress Triathlon Team i Sylwię Stoń z Garwolina reprezentującą Spartę Triathlon. Nie zabrakło oczywiście Truchtaczy, którym jak widać ani pogoda, ani rower nie straszne. Najwyżej "z naszych" uplasował się niezniszczalny Jarek Latuszek - 8 msc., Mariusz Ekiert był 11, a Dawid Masny 17 - tu po doskonałym biegu zabrakło chyba roweru szosowego bo pierwsza 10-tka była zdecydowanie w zasięgu ręki. Doskonale zaprezentowała się również Agnieszka Latuszek która była 4 kobietą na mecie i pierwszą w swojej kategorii wiekowej.

Bardzo serdecznie dziękuję również Monice, Jakubowi Błędowskiemu i Piotrkowi Robakowskiemu, za pomoc w organizacji imprezy, poświęcony czas i jako że aura nie do końca nam sprzyjała, również za wytrwałość - bez Was by się nie udało!

Ps. Wkrótce więcej zdjęć z imprezy

DOZ Maraton Łódź 2016 Sticky

Maraton w Łodzi 2016 przeszedł do historii, dla jednych było to przetarcie i sprawdzenie formy przed najważniejsza imprezą roku -Rzeźnik 2016 dla innych walka o „życiówki ‘’.Gratulacje dla wszystkich, szczególnie że pogoda nas nie rozpieszczała (ponad 20 C co dla maratończyka oznacza lekkie zagotowanie) Do szerokiego grona maratończyków dołączyła również Ania która miała osobistego pacemakera i po udanym debiucie dołączyła oficjalnie do Truchtaczy.

Marek


37 JARZĄBEK Sławomir Garwolin POL Truchtacz.pl M30/14  02:51:43 PB  
175  SZYSZKA Sebastian Garwolin POL Truchtacz.pl M40/50  03:17:44  
205  PARZYSZEK Marek Garwolin POL Truchtacz.pl M30/83  03:20:32 PB  
227  PIŁKA Jarosław Garwolin POL Truchtacz.pl M30/94  03:22:35 PB  
366 PAŁYSA Grzegorz Garwolin POL Truchtacz.pl M30/154  03:32:00  
404  EKIERT Mariusz Garwolin POL Truchtacz.pl M40/125  03:35:55          
1557  ROBAKOWSKA Anna Garwolin POL Truchtacz.pl K30/79  04:55:30 PB/Debiut
1558   ROBAKOWSKI Piotr Garwolin POL Truchtacz.pl 30/514  04:55:30  

 

Strony

Subscribe to Truchtacz.pl RSS