Avon Kontra Przemoc 2016

No i stało się!!!

Zostałem oficjalnie Pacemakerem na 45:00 minut w naszym rodzinnym biegu Avon Kontra Przemoc 2016.
Nie wiedziałem czy jestem na to gotowy, a przede wszystkim czy są gotowi Ci, co będą ze mną biec.
Nie ma odwrotu słowo się rzekło Michałowi Ł. i trzeba go dotrzymać.

19.06.2016
- 5:00 początek ustawiania miasteczka z Truchtacz Team, a słoneczko już pięknie świeci i przypieka.
- 8:30 zawijam się w dom, słoneczko przypieka coraz bardziej.
- 10:45 parkujemy samochód – a ten bez litości i wstydu pokazuje 30C w cieniu
- 11:30 baloniki odebrane – piękne dwa białe błyszczą i z daleka krzyczą 45:00 człowiek będzie prowadził.
- 11:35 pamiątkowe zdjęcie wszystkich Pacemakerow.
I już stoimy w strefach przed startem, powoli ustawiają się biegacze.
Każdy uśmiechnięty, każdy z nich ciekawy strategii swojego Pacemakera.
Moja jest prosta – przebieramy nogami i dobiegamy do mety z uśmiechem – proste, prawda?
Więc ja skomplikowałem i przedstawiam modyfikacje – biegniemy według uwarunkowań terenu.
Niby mieszkamy na naleśniku mazowieckim, ale górki są niczego sobie w biegu i potrafią wypruć siły oraz odebrać chęci do biegu nawet najtwardszym.

Ostatnie uśmiechy, rozejrzenie się, dookoła aby policzyć grupę, odliczanie i START.
Poszliśmy niczym jeże nocą po polanie, tylko tu asfalt, pełnia słońca i brak drzew.
1km leci żwawo i dość szybko garmin pokazuje 4:22 – zdania są jednak podzielone – smart- endomondo krzyczy zawodnikom czasy od 4:02 do 4:34
Średnia średnią, ale ściąga czasów na ręku pokazuje, że zasadniczo jesteśmy w targecie.
2km przynosi parę zmian – po pierwsze część ludzików gubi sygnał GPS nad rzeką i teraz musza zawierzyć mi. Po drugie zbliżamy się do mostu i doping kibiców staje się naprawdę bardzo duży.
Zakręt w prawo i już most i wielka wrzawa kibiców oraz pełnia słońca wylewa się na nas. Długa prosta i teraz górka aż do 4km. Nakazuje swoim ludzikom korzystać z każdego nawet najmniejszego cienia. Z każdej dostępnej wody. 45:00 minut to nie przelewki, a w takim słońcu to hardcore ociekający trochę masochizmem. Zwalniamy i powoli zdobywamy górkę, już widać sąd i pierwszy wóz strażacki z kurtyną wodną. Było miło, ale szybko, zmoczeni wpadamy w pierwszy punkt z wodą.
Żaden to punkt - to prawdziwy Aquapark zarządzany przez Marcina Sz.!!!
Woda jest dostępna na prawo, na lewo z góry i dołu. Gdzie ręki nie wystawisz tam kubek z wodą!!!
I koniec dobrego, ale także widać koniec górki wściekle złej – 4km za nami i teraz to już tylko 2 małe wzniesienia, a słońce z grzaniem się rozkręca, nic nie odpuszcza to i ja przestaje odpuszczać, zwiększamy tempo, aby nadrobić spowolnienie. Biegniemy, wyrównujemy oddechy i lecimy już równo, ale to wyrównywanie oddechów idzie słabo jak oddycha się powietrzem rozgrzanym do ponad 50 stopni.
Jest ciężko i nie ma, co się oszukiwać, rozmowa prawie zamarła. W sensie ja mówię, ale już mało odpowiedzi uzyskuje – i dobrze trzeba skupić się na biegu i swych słabościach.
Chociaż przy mnie zasadniczo sami zawodowcy zostali. Amatorzy nie biegają takich prędkości w takim słońcu.
6km za nami, wiec już metę zasadniczo widać, krótko przypominam strategie na ostatnie 2km i równym tempem lecimy dalej mijając tych, którzy przedwcześnie rozpoczęli finisz.
Ponownie zbliżamy się do Aquaparku Marcina i z daleka słyszę bojowy okrzyk – „lać Dawida” – pierwsza fala wody prawie zwaliła mnie z nóg. Po odzyskaniu ostrości wzroku patrzę, a tu na samym końcu stoi młode, jasnowłose i bladolice Dziewczę, nieśmiało uśmiechnięte… wyciągam rękę po kubek wody i… chlust! Nie napiłem się, ale za to ona trafiła w oko i znów pewien brak ostrości zawitał w świecie. Prawdziwa natura człowieka siedzi wewnątrz.
Teraz już tylko z górki – tych, co mają siły uwalniam niczym sam Zły krakena z głębin oceanu.
Poszli i lecą, a z całą resztą Wojowników troszkę przyspieszamy wykorzystując zbieg.
Jest flaga 9km teraz już tylko 1km i już zapewniam wszystkich, że dali rade a ostatnie metry szybko miną.
Ostatnie światła, 300 metrów i już zwalniam ostatnich - finisz przed Nimi!!!
Mają przykazane, że na mecie jest obowiązkowy uśmiech i uniesione ręce w geście zwycięstwa – lecą i widzę jak wpadają jeden po drugim METE.
Wracam po ostatniego, wspólny finisz i jesteśmy na mecie 44:52 – 8 sekund przed czasem! Z uśmiechem wita nas Stanisław Buszta w roli speakera.

Medale, picie i już dziękujemy sobie za bieg. Wojownicy z 45:00 minut wydają się być zadowoleni z prowadzenia, pierwsze komentarze są pozytywne.
2 selfie na mecie, kolejne podziękowania i sam się przekonuje, że musiało być fajnie.

Jeszcze raz z tego miejsca ja chciałbym podziękować i pogratulować tym Wszystkim Pozytywnym Wariatom, którzy ze mną przebiegli najgorętszy bieg uliczny w Polsce.

Pamiętajcie, że każdy inny bieg będzie teraz spacerkiem!!
I nie oszukujmy się - ja znów liczę na pełne słońce, milion stopni w cieniu, kibiców rozgrzanych i rozkrzyczanych do miliona stopni oraz Aquapark Marcina w 2017!!!

Do zobaczenia za rok!!!

Pozostaje tylko pytanie, kto mi podprowadził balony w trakcie biegu?